sobota, 10 grudnia 2016

Escape room w warszawie

Escape-roomów jest w Polsce z półtorej setki, w samej warszawie ok czterdziestu, ja napiszę o specyficznym. Zwykle ecsape room to 2 lub 3 pokoje, ale ten specyficzny ma raczej lokale niż pokoje. Jeden pokój nie jest nawet lokalem a rozległym tarasem. Położonym na 14 (tak, słownie:czternastym) piętrze w centrum miasta, z widokiem w zasadzie na całą Warszawę, na całą ochotę, na okęcie na które co minutę, w eleganbckim rządku, podchodzą lądujące samoloty. Jako jeden z niewielu ma sporo ukrytych pomieszczeń, tajnych przejść. Łamigłówki nie są tam oparte o tuziny kłódek jak gdzie indziej, jest tam naprawdę dużo elektroniki i automatyki, rozwiązań absolutnie autorskich i nie spotykanych nigdzie indziej. Na każdy lokal przypadają po 3, 4 absolutne prototypy. Tam, gdzie nie są to prototypy, gość ma do czynienia np ze sprzętem wojskowym lub sprzed 200 lat, czyli także czymś, z czym nie posługiwał się dotąd, co na pewno zagwarantuje mu NOWE wrażenia. To ten, escape-room warszawa/, przy alejach jerozolimskich, o nim mowa. Perfekcyjny. byłem też kiedyś w jednym na służewcu przemysłowym, też bardzo przyzwoity, przestronny, i też miał kilka unikalnych rekwizytów, ale na mojej liście top10 plasowałby się nieco niżej.

czwartek, 13 października 2016

Growbox - automatyka do domowej uprawy roślin

Ostatnimi czasy na całym świecie stosunek opinii publicznej do konsumpcji cannabis stał się znacznie łaskawszy, w wielu krajach praktyki konsumpcji zdekryminalizowano, i proces ten cały czas postępuje.

Polska jest w tychy przemianach jak zwykle nieco w tyle, ale dotyczy to tylko warstwy legislacyjnej. I tak, od dawna, kannabis konsumuje, wg anonimowych deklaracji osób ankietowanych, około 20-25% populacji. Daje to mizerna liczbę ok. 8 milionów obywateli!

Nasuwa się wniosek, że skoro za naszymi granicami konopie mogą być lekiem, lub jedną z bezpieczniejszych używek, to i my możemy czerpać korzyści ze stosowania kannabisu, nie czekając aż niespecjalnie zorientowani merytorycznie posłowie wyregulują status tej pospolitej rośliny do stanu którego rodacy nie musieliby sie wstydzic przed bardziej cywilizowanymi mieszkańcami kontynentu.

Dotyczy to w szczególności tych, którzy kannabis traktują jako lek. Dla nich bilans korzyści i ryzyka jest tak oczywisty że pisanie o tym byłoby wtórne w obliczu dostępnej już powszechnie i obficie literatury na ten temat.

Skoro odpowiedzieliśmy juz sobie na pytanie "czy?", poszukamy odpowiedzi na dylemat "jak?".

Skoro niemal w całości podaż kannabisu zapewnia nam czarny rynek, a specyfiką tego rynku jest znikoma jego kontrola przez konsumentów, a co za tym idzie dyskusyjna jakość oferty, pozostaje nam się po prostu od niego uniezależnić. Na szczęście uprawa kannabisu jest dość tania i prosta, porównywalna - powiedzmy - do pędzenia domowego wina. W przeciwieństwie - jeśli chodzi o koszty - do zaopatrywania się na czarnym rynku.

Kannabis uprawia się jak typową roślinę doniczkową, zaś różnica dotyczy oświetlenia. Aby uzyskać kwitnienie, należy jej po okresie wegetacyjnym (wzrostu) skrócić czas dziennego naświetlania słońcem do 12h.24 i niżej. Oczywiście to słońce można zastąpić lampami. A od kiedy pojawiły sie na rynku bardzo ekonomiczne lamp LED, wypierając dość drogie i wymagające lampy HPS, w zasadzie każdy może sobie pozwolić na uprawę kannabis we własnym domu.

Proporcje dzień/noc nazywa się fotoperiodem. Różne odmiany roślin z omawianej grupy pochodza z różnych krajów, szerokości geograficznych i klimatów i mają różną długość cyklu życiowego (jest to roślina jednoroczna), co oczywiście nie uniemożliwi nam uprawy przez czas dużo dłuższy niż w naturze.

Na potrzeby uprawy domowej zapewne wybierzemy tę o najkrótszym cyklu tzn ok 2-miesięcznym. A zatem na początku wzrostu krzak będzie pod fotoperiodem 18h słońca i 6h ciemności, kwitnienie zacznie się przy równych proprocjach tzn 12h słońca+12h nocy, zaś pod koniec kwitnienia 8h słońca i 14h ciemności. Dotąd realizowano to ręcznie lub półautomatycznie czyli kalendarzem, ołówkiem i włącznikiem, albo kalendarzem, ołówkiem i tzw programatorem przestawianym co kilka dni. I oczywiście, konewką.

Ale dziś mamy 21 wiek, i możemy wszystkie czynności zautomatyzować znikomym kosztem.

Jeden sterownik może nam pilnować fotoperiodu i podlewania przez cały cykl życia rośliny. Jedyny obowiązek jaki pozostanie w gestii właściciela to uzupełnienie zasobów wody raz na 2 tygodnie.

Podlewać automat może w równych odstępach czasu lub w miarę potrzeby, bazując na pomiarze wilgoci w glebie. Zaprezentowany tutaj sterownik dysponuje właśnie czujnikiem wilgotności.

na grafice powyżej widzimy układ płytki prototypowej sterownika

Ponadto, ponieważ korzystamy z bardzo efektywnego i oszczędnego energetycznie oświetlenia diodowego - możemy sobie pozwolić na zastosowanie akumulatorowego zasilania awaryjnego które, w razie awarii sieci energetycznej, nie tylko podtrzyma ustawienie kalendarza fotoperiodu, ale także umożliwi niezakłócone naświetlanie roślin przez 2 doby!

Zalecany akumulator to typowy samochodowy 12V 34Ah, przy czym może on być używany a nawet, w samochodowych kategoriach eksploatacji, zużyty - bo niezbędna wydajność prądowa jakiej ten system wymaga to nie więcej niż 2-3A :).

Dla leniwych - gotowiec growbox warszawa

Growbox - automatyka do domowej uprawy roślin

Ostatnimi czasy na całym świecie stosunek opinii publicznej do konsumpcji cannabis stał się znacznie łaskawszy, w wielu krajach praktyki konsumpcji zdekryminalizowano, i proces ten cały czas postępuje.

Polska jest w tychy przemianach jak zwykle nieco w tyle, ale dotyczy to tylko warstwy legislacyjnej. I tak, od dawna, kannabis konsumuje, wg anonimowych deklaracji osób ankietowanych, około 20-25% populacji. Daje to mizerna liczbę ok. 8 milionów obywateli!

Nasuwa się wniosek, że skoro za naszymi granicami konopie mogą być lekiem, lub jedną z bezpieczniejszych używek, to i my możemy czerpać korzyści ze stosowania kannabisu, nie czekając aż niespecjalnie zorientowani merytorycznie posłowie wyregulują status tej pospolitej rośliny do stanu którego rodacy nie musieliby sie wstydzić przed bardziej cywilizowanymi mieszkańcami kontynentu.

Dotyczy to w szczególności tych, którzy kannabis traktują jako lek. Dla nich bilans korzyści i ryzyka jest tak oczywisty że pisanie o tym byłoby wtórne w obliczu dostępnej już powszechnie i obficie literatury na ten temat.

Skoro odpowiedzieliśmy juz sobie na pytanie "czy?", poszukamy odpowiedzi na dylemat "jak?".

Skoro niemal w całości podaż kannabisu zapewnia nam czarny rynek, a specyfiką tego rynku jest znikoma jego kontrola przez konsumentów, a co za tym idzie dyskusyjna jakość oferty, pozostaje nam się po prostu od niego uniezależnić. Na szczęście uprawa kannabisu jest dość tania i prosta, porównywalna - powiedzmy - do pędzenia domowego wina. W przeciwieństwie - jeśli chodzi o koszty - do zaopatrywania się na czarnym rynku.

Kannabis uprawia się jak typową roślinę doniczkową, zaś różnica dotyczy oświetlenia. Aby uzyskać kwitnienie, należy jej po okresie wegetacyjnym (wzrostu) skrócić czas dziennego naświetlania słońcem do 12h.24 i niżej. Oczywiście to słońce można zastąpić lampami. A od kiedy pojawiły sie na rynku bardzo ekonomiczne lamp LED, wypierając dość drogie i wymagające lampy HPS, w zasadzie każdy może sobie pozwolić na uprawę kannabis we własnym domu. Taką doniczke z rośliną i lampami na dnią umieszcza sie w czymś w rodzaju szafy, sporym pudle, czasem maskowanym jako sciana pomieszczenia, czasem czasem stylizowanym na mebel, czasem pełniącym także rolę kolumny głośnikowej.

Proporcje dzień/noc nazywa się fotoperiodem. Różne odmiany roślin z omawianej grupy pochodza z różnych krajów, szerokości geograficznych i klimatów i mają różną długość cyklu życiowego (jest to roślina jednoroczna), co oczywiście nie uniemożliwi nam uprawy przez czas dużo dłuższy niż w naturze.

Na potrzeby uprawy domowej zapewne wybierzemy tę o najkrótszym cyklu tzn ok 2-miesięcznym. A zatem na początku wzrostu krzak będzie pod fotoperiodem 18h słońca i 6h ciemności, kwitnienie zacznie się przy równych proprocjach tzn 12h słońca+12h nocy, zaś pod koniec kwitnienia 8h słońca i 14h ciemności. Dotąd realizowano to ręcznie lub półautomatycznie czyli kalendarzem, ołówkiem i włącznikiem, albo kalendarzem, ołówkiem i tzw programatorem przestawianym co kilka dni. I oczywiście, konewką.

Ale dziś mamy 21 wiek, i możemy wszystkie czynności zautomatyzować znikomym kosztem.

Jeden sterownik może nam pilnować fotoperiodu i podlewania przez cały cykl życia rośliny. Jedyny obowiązek jaki pozostanie w gestii właściciela to uzupełnienie zasobów wody raz na 2 tygodnie.

Podlewać automat może w równych odstępach czasu lub w miarę potrzeby, bazując na pomiarze wilgoci w glebie. Zaprezentowany tutaj sterownik dysponuje właśnie czujnikiem wilgotności.

na grafice powyżej widzimy układ płytki prototypowej sterownika

Ponadto, ponieważ korzystamy z bardzo efektywnego i oszczędnego energetycznie oświetlenia diodowego - możemy sobie pozwolić na zastosowanie akumulatorowego zasilania awaryjnego które, w razie awarii sieci energetycznej, nie tylko podtrzyma ustawienie kalendarza fotoperiodu, ale także umożliwi niezakłócone naświetlanie roślin przez 2 doby!

Zalecany akumulator to typowy samochodowy 12V 34Ah, przy czym może on być używany a nawet, w samochodowych kategoriach eksploatacji, zużyty - bo niezbędna wydajność prądowa jakiej ten system wymaga to nie więcej niż 2-3A :).

Dla leniwych - gotowiec growbox warszawa

A dla sprytnych DIY/HowTo

Serce systemu to mikrokontroler ATtiny24 lub 44. Koszt: ok. 5pln. Moduły LED to np niedrogie 12V "paletki" w ilości takiej, by sumarycznie uzykac 15-20W. Mogą tez być moduły LED 10-watowe ale pamiętajmy że wymagają one:
1 - zasilania napięciem np 24V tzn wpięcia odpowiednio ustawionej przetwornicy step-up pomiędzy wyjście 12V sterowika a moduł diody. Przetwornice te są tanie i łatwo dostępne na alegrze i na innych serwisach, np z elementami dla robotyki i modelarstwa.
2 - umocowania na radiatorze i chłodzenia przez skierowanie na ten radiator wiatraczka. Może to być najtańszy i najprostszy wiatraczek, np zaadaptowany gadżet na USB.

Dobra praktyką jest zresztą umieszczenie w growboksie cichego wentylatora omiatającego i lampy i roślinę, która po prostu lubi lekki wietrzyk, który zapobiega układaniu się w pudle warstw powietrza o róznych temperaturach.



sobota, 7 marca 2015

Prostownik Black&Decker BDV1085 - reverse engineering przy okazji naprawy

Jak to wygląda z zewnątrz - łatwo znaleźć w necie.

Ogólnie chodzi o urządzenia do ładowania akumulatorów różnego typu, prądami do 30A, i wspomagania rozruchu silnika prądem do 80A. Ten ostatni tryb przeciąża urządzenie i gwarantuje wspomaganie maksymalnie przez 10 sekund.

Pudło jest spore, ale w środku zamiast transformatora ma przetwornicę więc jest stosunkowo lekkie, szczególni ejak na te osiągi.

Automatyka sterowana procesorem, prosty panel, wyświetlacz pokazujący tryb,napięcie akumulatora i ewentualny kod błędu. Z zewnątrz wykonanie solidne, w środku - cóż, kwestia gustu, na pewno nie najwyższa półka. PCB celulozowe, kruche, a spodziewałbym się laminatu z racji wielkich i ciężkich elementów typu bloki radiatorów, spore trafo.

Z tego co trafia do netu, wynika że awaryjność polega na przebiciach MOSFETów, tranz. bipolarnych nimi sterujących i elementów im najbliższych topologicznie.

Mój przypadek polegał na uszkodzeniu termistora usytuowanego przy radiatorze po stronie wtórnego uzwojenia impulsówki.

Błąd F05 (przegrzanie) pojawia się gdy rezystancja wspomnianego TTC202 (2k @ 25st.C) spadnie do około 150 omów. Drugi taki przypadek wystąpi zapewne gdy ogrzane powietrze spowoduje spadek napięcia przewodzenia diody 1N4148 umieszczonej na długich wyprowadzeniach wysoko nad laminatem.







Demontaż obudowy i dostanie się do głównego PCB to droga przez mękę. Łatwo połamać kruchy plastik, prawdę mówiąc jest on już fabrycznie połamany na gniazdach wkrętów.

Egzemplarz który serwisowałem był trzymany w garażu, pewnie nieogrzewanym i być może to niskie temperatury "ubiły" termistor ale opisywany model jest ogólnie, z racji konstrukcji, wrażliwy na wilgoć, opiłki i zapewne inny brud.

Wskazania woltomierza są zgodne z miernikiem serwisowym, z dokładnością +- 0,1V.

sobota, 7 lutego 2015

10dB anteny kierunkowe 433MHz Yagi i Oval Yagi

Jeżeli tych 10dB jest przesadą to 8-9 będzie bliżej prawdy, akurat zmierzyć zysku nie miałem jak, wartość 10dB pochodzi z materiałów źródłowych.

Ku pamięci - zrobione niegdyś wg tutoriali i kalkulatorów online z netu, i sprawdzone, i świetnie się spisywały - na najtańszych niewyszukanych modułach w rodzaju TX433N i RX433N antena taka stosowana po jednej stronie (nadajnika) zapewniała zasięg ok 150-300m.

Pamiętam, że wyjąwszy zakupy materiałów za grosze, bo ze złączem SMA taka antena kosztuje max 20pln, cały montaż jednej sztuki trwał może z godzinę. Szkielet powstał na bazie kątownika i rurki z PCV. Długość całej anteny ok. 60cm. Wersja Oval ważyła może z 200-300gramów. Mogłoby to być jeszcze odrobinę lżejsze gdyby zamiast względnie masywnych i ciężkich rurek też zastosować ceowniki. Tutaj zdecydowałem się na rurki aby antena Oval mogła być składana (spłaszczana do transportu). Druga wersja anteny - płaska, ważyła jakieś 150-250g. Promienniki reflectory i directory zrobiłem z izolowanego drutu miedzianego, z przewodu instalacyjnego 3x2,5mm.kw (a może 3x1,5mm.kw).





Nieraz później próbowałem odszukać źródła na podstawie których te anteny zmajstrowałwem ale albo pojawiło się mrowie nowych, albo poznikały stare - nie znalazłem. Zdaje się że stronę z tutorialami stworzył jakiś high-level amator z Australii.

wtorek, 23 grudnia 2014

najprostszy test zasięgu modułów RF 433MHz XD-RF-5V + XD-FST

(the simplest range test for the cheapest - currently in 2014 - XD-RF-5V + XD-FST 433MHz RF modules)

setup:
- na Data Input transmittera podaję prostokąt o częstotliwości z zakresu 100Hz-100kHz.
- z data out receivera mierzę częstotliwośc odebranego przebiegu
antena 1/2L, dystans 20cm, transmitter zasilany 7,5V

efekty:
granica możliwości ok. 18-19k na tym dystansie (50% errorów)
17k wahania 2 ostatnich cyfr (~0,5%)
14kHz stabilnie (wahania <0,1%)

to samo na 9V
granica stabilności ok. 18kHz
stabilnie na 15kz

9V, 1,5m odległości
stabilność ok. 12kHz

5kHZ = 10m
2kHz = 15m
600-1,7kHz = 20m
<600Hz - miałem wrażenie że zasięg spadał

#############################

ok, that was technical ponglish, now more english

setup:
- square wave put on transmitter's data in pin, ranging between 100Hz and 100kHz. Vcc=7,5V
- tap a freq-meter at receiver's data output, adding distance and watching readings

effects:
some readings appear at 65kH, but noisy and quite not reliable, not mention the distance is ca 20cm
18k-19k is the critic edge (errors ca 50%)
at 17kHz last 2 digits floating (~0,5% error)
14kHz stable (errors <0,1%)

now transmitter working at 9V
critical freq ca. 18kHz
stable at 15kz

9V, 1,5m distance stable @ ~12kHz

5kHZ = 10m
2kHz = 15m
600-1,7kHz = 20m
<600Hz - range seens to shrink